piątek, 15 lipca 2016

#Cuatro:Judgement

*N*

Uniosłem ociężałe powieki i rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym obecnie się znajdowałem. To nie był mój pokój... Tylko co ja tu robię? Gwałtownie podniosłem się do siadu z wygodnego posłania, chwile po tym sykając z bólu, który przeszył całe, dosłownie, moje ciało.

- O! Księciunio raczył się obudzić - usłyszałem czyjś głos tuz obok łóżka. Odwróciłem głowę w tamtym kierunku i pisnąłem jak mała dziewczynka...

Przede mną stał facet. Zupełnie obcy. Na dodatek w samych bokserkach! Nie, to nie może być prawda! Nie, to się nie mogło zdarzyć!

- Przepraszam - zacząłem niemrawo - Ale możesz mi powiedzieć co wczoraj się wydarzyło? I czemu wszystko mnie boli, a zwłaszcza tyłek?

- Serio nic nie pamiętasz?

- Nope...

- To było tak... Znalazłem cię schlanego w trzy dupy, jak nie więcej, tu niedaleko w Pubie. Zasnąłeś na ladzie, a skoro nie wiedziałem gdzie mieszkasz to zgarnąłem cię do siebie. Po drodze zacząłeś się awanturować. Stwierdziłeś, że jestem z policji i chciałem cię wsadzić do więzienia. W końcu wyrwałeś się i zacząłeś biec, co wyglądało dosyć komicznie. Kilka razy wpadłeś w latarnię, raz wpadłeś do kosza na śmieci i nie wiem co ci odwaliło, ale stwierdziłeś, że jesteś Jęczącą Martą i postanowiłeś przejść prze ścianę....

Byłem niemal pewny, że moje oczy przypominają teraz dwie monety o nominale 5 zloty. Boże, co mi odwaliło? Jaki wstyd...

Podniosłem się powoli i z ulgą stwierdziłem, że mam na sobie ubrania z wczoraj. Przeciągnąłem się w miarę możliwości, mojego obolałego cielska i wyminąłem gospodarza.

- Dziękuję ci bardzo, jak masz na imię?

- Krystian...

- No więc właśnie. Dziękuję ci bardzo za pomoc i wybacz, że poznaliśmy się w takiej, a nie innej sytuacji. Przepraszam, ale będę się zbierał...

Jak torpeda wybiegłem z jego mieszkania, niestety trzaskając za sobą drzwiami. Co on musiał sobie pomyśleć? Uff... Całe szczęście, że już więcej go nie spotkam. Nie zniósłbym kolejnej kompromitacji.

~*~

Wróciłem do domu i od razu pokierowałem się do łazienki. Rozebrałem się i od razu wskoczyłem pod prysznic. Wsmarowałem miętowy żel w skórę, który relaksująco ją schłodził. Musiałem przemyśleć kilka sprawa, a w końcu łazienka jest miejscem ogólnych refleksji, prawda?

Starałem sobie przypomnieć wydarzenia z poprzedniego wieczora. Ze smutkiem stwierdziłem, że akcja z ta tancerką wydarzyła się na prawdę. Boże, a co jeżeli zgłosiła mnie na policję? Wtedy moja siatkarska kariera pójdzie się kochać!

Wyszedłem z kabiny, pośpiesznie się wycierając. Dopiero stojąc w samej bieliźnie przed lustrem, zorientowałem się, że na mojej twarzy widnieje piękny, soczyście fioletowy siniak. No ładnie oberwałem... To ja się w ogóle biłem? Chwila... A nie. Dostałem jedynie po mordzie od boja tej dziewczyny. Cóż... Zasłużyłem.

Ubrany, wyszedłem z łazienki. Wszedłem mozolnym krokiem do salonu,a widząc tam Facundo momentalnie się spiąłem. Już miałem uciec do swojego pokoju, gdy usłyszałem lodowaty ton mojego najlepszego przyjaciela.

- Nico, pozwól tu na chwilę...

Coś czarno to widzę. Mamo, ratuj!

_____________________________
Cześć Misiaki! Jak wam mijają wakacje? 
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale miałam nieplanowany wyjazd...
Mianhe! ♥
No i teraz najważniejsze pytanie: Jakie są wasze odczucia co do rozdziału?
Całusy :*
Hachiko


wtorek, 28 czerwca 2016

#Tres:Meet

*F*

Wróciłem do mieszkania i od razu skierowałem swoje kroki do sypialni swojego najlepszego przyjaciela mając nikłą nadzieję, że go tam zastanę. Pudło. Nico, ty mendo, gdzieś ty wybył? Nawet na dzisiejszym treningu cię nie było... Co prawda ten trening jako tako treningiem nie był, ale trzeba było się wstawić na hali, a ten co? Wagary sobie zrobił...

Wszedłem powoli do salonu i rzuciłem swoje wielkie cielsko na kanapę. Wyciągnąłem telefon z kieszeni swoich jeansów i wszedłem w kontakty. Wybrałem numer do tego idioty, ale nawet nie raczył odebrać. Jak tak dalej pójdzie to będę zmuszony pójść na policję i zgłosić jego zaginięcie. Co prawda mielibyśmy przez to kłopoty u Piechockiego, ale... Kiedyś by mu przeszło... Kiedyś. Chyba...

Zamknąłem oczy i oddałem się przemyśleniom. "Czy aby na pewno jest bezpieczna?" Co prawda nie widziałem jej twarzy i co jak co gdybym nawet spotkał ja na ulicy to nie mógłbym się zapytać czy się pozbierała po całej tej akcji. Chwile mojej konsternacji przerwał irytujący dźwięk oznaczający przychodzące połączenie...

- Tak, słucham? - odebrałem w chwili gdy na wyświetlaczu zobaczyłem nazwisko prezesa.

- Facu... Jesteś mi potrzebny... Przyjedź proszę do hotelu "Magnolia", a wszystkiego się dowiesz...

Niechętnie podniosłem się z jakże wygodnego mebla i biorąc z kuchni jabłko wyszedłem z mieszkania, uprzednio je zamykając i skierowałem swoje kroki do hotelu. Wszedłem do ogromnego holu i od razu ruszyłem w stronę lobby.

- Dzień dobry - przywitałem się z blondynką siedzącą w recepcji - Czy wie może Pani gdzie znajdę Pana Piechockiego?

- Do końca tego korytarza, a potem na prawo, pierwsze drzwi. Powinien być w tej chwili u kierowniczki - posłała mi ciepły uśmiech i wróciła do swoich zajęć.

Podziękowałem i po chwili znalazłem się pod wskazanymi drzwiami. Zapukałem cicho i nie czekając na zaproszenie, po prostu wszedłem do środka. Tylko, że Piechockiego wcale tam nie było...

*K*

- A właśnie! Prawie bym zapomniał - Prezydent odwrócił się w moja stronę - Żeby było łatwiej trafić Pani w gust wszystkich zawodników, przyjdzie do Pani jeden z naszych podopiecznych.

- Oczywiście, ma się rozumieć - posłałam mu szeroki uśmiech, a mężczyzna zniknął za drzwiami.

Nie wiem ile czasu czekałam, ale byłam zbyt pochłonięta swoimi sprawami by skojarzyć fakt, że ktoś zapukał do drzwi biura i w tej chwili stał w progu.

- Dzień dobry - usłyszałam i zdezorientowana podniosłam głowę z nad papierów - Miałem się tu wstawić na polecenie Prezesa...

Zamarłam w chwili, w której spojrzałam na jego twarz. To on. Ten, który mnie uratował. Boże! On nie może się dowiedzieć, że mi pomógł! Byłabym skończona!

- Tak, tak... Pan Prezes coś wspominał... Proszę usiąść - zaprosiłam go gestem ręki do środka i przedstawiłam mu cały plan.

Facundo, bo jak się okazało tak się nazywa mój wybawca z tej felernej nocy, po wstępnej rozmowie zgodził się mi pomóc i obiecał trzymać język za zębami, bo jak to stwierdził... Między wierszami zrozumiał, że to przyjęcie niespodzianka...

Zaraz po zmianie w hotelu, popędziłam do clubu. dzisiaj była ostatnia szansa na przećwiczenie nowej choreografii przed występem, więc nawet nie miałam jak wstąpić do domu. Szybko wbiegłam do szatni i krzyknięciu "cześć" do reszty dziewczyn, pospiesznie zaczęłam się przebierać.

Zapowiada się kilka godzin uciążliwego treningu...

___________________________________
Aye~~ Jak tam wakacje moje Misiaki?
Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem... Miał być w sobotę, ale KTOŚ (czyt. rodzice xD) pokrzyżował mi plany..,.
Także ten... Mam nadzieję, że się podobał i nie zanudziliście się na śmierć ♥
Całusy, Hachiko ♥






piątek, 17 czerwca 2016

#Dos: Save me

*K*

Chłodny wiatr. Nikłe światło latarni. Oddech śmierdzący alkoholem i te obrzydliwe łapska na moim ciele. Głuchy krzyk, szarpnięcie aż w końcu mocny policzek. Jak przez mgłę pamiętam oddalającego się oprawcę i czyjeś ciepłe ramiona, które starały się uspokoić skołatane nerwy. 

Obudziłam się z krzykiem na ustach. Spanikowana rozejrzałam się po sypialni by zorientować się, że to był sen. Zwykły sen. Chyba koszmar... Zaraz spojrzałam na swoje nadgarstki - sine. Nie miałam już złudzeń. To się zdarzyło na prawdę. Ktoś próbował mnie zgwałcić. I gdyby nie interwencja kolejnej osoby pewnie by do tego doszło.

Otrząsnęłam się z natrętnych myśli i postanowiłam powoli się zbierać do pracy. Szybki prysznic makijaż i wbicie się w tą cholerną, ołówkową spódnicę. Co za idiota wymyślił to cholerstwo zwane "spódnicą"? 

No, ale cóż. Dzisiaj miałam ważne spotkanie, więc pasowałoby jakoś wyglądać. Sam prezydent Bełchatowa chciał ze mną rozmawiać... Toć to zaszczyt mnie kopnął!

Po prowizorycznym śniadaniu wypadłam z mieszkania jak burza, uprzednio je zamykając, pognałam do hotelu.

- Dzień Dobry - przywitałam się z Agatą i zamknęłam się w gabinecie. Musiałam przygotować się mentalnie do tej rozmowy...

- Kaja tu masz kawę - blondynka postawiła przede mną filiżankę wypełnioną brunatną cieczą - Od kiedy lubujesz się w BDSM? - spytała, widząc moje siniaki na rękach.

- Gatka... Ja cię proszę... Do tego najpierw potrzeba faceta, a u mnie bida

~*~

- Oczywiście, to zaszczyt, że wybrał Pan nasz hotel na przyjęcie z okazji zajęcia przez Skrę trzeciego miejsca. Osobiście dopilnuję aby wszystko było dopięte na ostatni guzik - uśmiechnęłam się i uścisnęłam dłoń Panu Piechockiemu.

Pożegnałam prezydenta Bełchatowa a zarazem Prezesa Klubu i zajęłam się przeglądaniem zaległych papierów... Mam nadzieję, że tego typa nie będzie dzisiaj na mojej zmianie...

*F*

Obserwowałem jak mój przyjaciel oddala się chwiejnym krokiem. Czy on na serio myśli, że ta tancerka rzuci mu się w ramiona? Sorry, ale coś tu śmierdzi. I nie jestem to ja! No chyba, że któryś z moich towarzyszy w co wątpię, ale mniejsza...

Przeprosiłem dwóch środkowych i ruszyłem za tym idiotą. Po alkoholu jest nieobliczalny... Zwłaszcza jeżeli zapija smutki. A taki go dzisiaj trafił...

Niczym zawodowy detektyw, śledziłem swojego kumpla, a gdy tylko zobaczyłem co planuje zrobić, stanąłem jak wryty. Dopiero krzyki z ust dziewczyny otrzeźwiły mnie nieco i ruszyłem jej biegiem na pomoc.

Nigdy, ale to nigdy w życiu nie uderzyłbym przyjaciela. Ale ta sytuacja tego wymagała. Przytuliłem drżącą dziewczynę do siebie i wpatrywałem się w oddalającą sylwetkę Nico. Co mu odwaliło do tego pustego łba. Przez myśl by mi nawet nie przeszło, że byłby zdolny do czegoś takiego!

Odprowadziłem ją do domu i zaczekałem aż zniknie za drzwiami... Oj Uriarte... Jutro sobie porozmawiamy....

_______________________________

Tak, wiem. Rozdział nudny, do bani, najlepiej spuścić go w szambie, ale potrzebny do rozkręcenia akcji. WYBACZCIE MI! Za wszystko, długi okres czekania na to COŚ, zmienienie charakteru Nico etc...
Ale i tak was kocham!!!! ♥ ♥ ♥
Mam nadzieję, że wy mnie też ^^
Hachiko

sobota, 4 czerwca 2016

#Uno: You in danger

*N*

-Zakład, że ją zaliczę? - spytałem swoich towarzyszy i w dalszym ciągu lustrowałem, pewną brunetkę, która raczyła nas zmysłowym tańcem.

- Czy ciebie do reszty poświergotało, Uriarte? - zabrał głos Kłos - Ledwo co dziewczyną zerwałeś i już szukasz następnej? Mało ci problemów?

- Warto przypomnieć, że to ONA z nim zerwała, a nie na odwrót - wtrącił się Facundo.

- Facu, ja cię za brata uważam, a ty masz jeszcze czelność wypominać błędy życiowe? A poza tym, Karolu to świergotać może Andrzej...

Wszyscy jak jeden mąż spojrzeliśmy w stronę środkowego, rozmawiającego przy barze z atrakcyjną barmanką. Westchnęliśmy przeciągle. Chociaż jednemu z naszego kwartetu się układa. Karol od dobrego tygodnia chodzi podkurwiony, bo pokłócił się z Olą, Facu wolny strzelec każdego wieczoru zabawia się z inną, Andrzej czeka na ta jedyną, a ja... No właśnie... Ja. Nieudacznik życiowy. Dziewczyna ze mną zerwała i oprócz siatkówki nie pozostało mi już nic... Pora najwyższa to zmienić.

- Dobra Panowie - zacząłem, widząc, że ta kruszyna schodziła ze sceny - Widzimy się na treningu...

Szybko pokierowałem się do wyjścia dla personelu i cierpliwie czekałem. Już po chwili ujrzałem jak owa brunetka powoli się do mnie zbliża. Przystanęła niepewnie w pobliżu i przyjrzała mi się z uwagą, jakby chciała mnie w jakiś sposób ocenić.

- Hej - przedstawiłem się i posłałem jej mój firmowy uśmiech nr.3 od którego miękną kolana - Czy sprawisz mi tą przyjemność i dasz mi się odprowadzić?

Niepewnie skinęła głową i wyszła przed klub. Kroczyliśmy wspólnie bełchatowskimi uliczkami, dopóki nie zatrzymaliśmy się pod jednym z któryś bloków. Znałem tę okolicę... Na sąsiednim osiedlu mieszkała Kinga... Ta, która dzisiaj ze mną zerwała. Krew zawrzała mi w żyłach na te myśl. Co ja jej takiego zrobiłem, że rozstała się ze mną w tak chamski, bo przez sms'a, sposób?

Musiałem odreagować w jakiś sposób. Obserwując jakbym to nie był ja, chwyciłem znajdującą się obok dziewczynę i przyciągnąłem do siebie. Rękoma zjechałem na jej pośladki i mocno zacisnąłem na nich jedną dłoń. Drugą natomiast chwyciłem za jej pasek. Widząc, że się szarpie nie pozostało mi nic innego jak skutecznie ją unieszkodliwić. Sprzedałem jej policzka, na co jedynie zaczęła się jeszcze bardziej wierzgać. Krzyczała o pomoc, a ja nadal chciałem zaspokoić swoje żądze.

Wszystko poszłoby sprawnie gdyby coś, a raczej ktoś, mnie nie powstrzymało. W jednej chwili poczułem jak coś z impetem uderza mnie w twarz, a w drugiej leżałem na brudnym chodniku. Niewiele kontaktując podniosłem się  z klęczek i biegiem ruszyłem przed siebie.

Chwilę potem stałem przed wejściem do jakiegoś baru, do którego wszedłem bez chwili namysłu. Usiadłem przy barze i zamówiłem jakiegoś mocniejszego drinka. Powtórzyłem te czynność jeszcze kilka razy, czując, że w głowie coraz bardziej mi szumi.

- Cześć, mogę się dosiąść? - usłyszałem tuż obok siebie.

Spojrzałem w tamtym kierunku, ale rozmazany obraz utrudniał mi zidnetyfikowanie postaci. Skinąłem ledwo zauważalnie głową i wróciłem spojrzeniem  z powrotem na kolorowa ciecz w moim kieliszku. Osobnik siedzący tuż chyba coś do mnie mówił, ale nie kontaktowałem już... Urwał mi się film...

___________________________
Eloszky ^^ Wróciłam ^^
Tak wiem, ja tez się kocham za tę systematyczność xD
Ale zakończenie roku coraz bliżej, więc obiecuję poprawę ^^
Zdacie? Oczywiście, że tak ♥ Głupie pytanie ♥
Jak wam się podobała 1? Chcecie takie wstawki z Nico, czy raczej mam spasować?
Całusy ;* ♥
Hachiko

wtorek, 23 lutego 2016

#Prólogo

*K*

Pobudka. Praca. Powrót do domu. Znowu praca. Kolejny powrót do domu - ostatnimi czasy tak wygląda moje życie. Dlaczego?- zapytacie. Odpowiedź jest banalnie prosta: PIENIĄDZE! Tylko czy warto ryzykować zdrowie dla marnych 14 centymetrów papieru? Tu odpowiedź jest bardziej skomplikowana. Nie chcę harować jak wół, ale ktoś musi. No i tu ponownie zapytacie" Dlaczego? Czemu nie zrezygnujesz skoro tego nie chcesz? Odpowiedź jest jedna, ale składa się na nią wiele czynników... Niepełnosprawny młodszy brat, przykuty do wózka, ponieważ jakiś idiota nie rozumie, że motocykl trzeba zatrzymać na czerwonym świetle, a nie dociskać gazu i wjechać w niespełna 15-nasto letnie dziecko. Mama w głębokiej depresji po kilku nieudanych próbach samobójczych oraz ojciec pracoholik. No gdyby jeszcze przynosił pieniądze do domu byłoby wszystko w porządku. No ale niestety był czynnym alkoholikiem i 3/4 wypłaty potrafił wydać na czystą albo wino z kartonu.

Tak, wiem. Ten obraz nie wydaje się być w różowych barwach, ale mogę was zapewnić, że nie jest jakoś tragicznie. A przynajmniej kiedy ja jestem u nich w odwiedzinach. Aktualnie mieszkam w Bełchatowie gdzie pracuję na stanowisku kierowniczym w hotelu "Magnolia". Pomimo młodego wieku zostałam doceniona i przyznano mi tak wysoko stanowisko. Sama byłam tym zaskoczona ale jak to się mówi "złapałam Pana Boga za nogi" albo " Skoro życie dało mi cytryny, a ja  zrobiłam z nich lemoniadę" . Tak też było w moim przypadku. Przyjęłam posadę. Odpowiedzialniejszą, bo jak coś zepsują to ja obrywam. Jednakże wypłata jest wyższa i znaczne sumy mogę wysłać do domu na leki mamy oraz rehabilitację Sebastiana. Chociaż na tyle mogłam im się przydać...

Ten dzień zaczął się tak jak wszystkie poprzednie, ale zapamiętam go do końca życia. Tak jak każdego ranka obudziłam się dokładnie o 7;30 i po szybkim śniadaniu i wbiciu się w strój typowo roboczy udałam się spacerkiem w stronę hotelu. Przywitałam się z pracownikami i zasiadłam za biurkiem uprzednio prosząc Agnieszkę - recepcjonistkę, o filiżankę kawy, którą otrzymałam niedługo potem. Przeglądałam właśnie faktury, gdy do mojego skromnego gabinetu wpadł niczym błyskawica Grzegorz - szef kuchni. Spojrzałam na niego pytająco, chcąc ponaglić usprawiedliwienie jego nieobecności w kuchni.

- Kajka - tak na mnie tutaj wołali - Ratuj! Jolka zachorowała i brakuje nam rąk do pracy! Kelnerów nie mamy, no! - żywo gestykulował.

Spojrzałam na grafik. Oprócz Jolki, Krzyśka i Magdy, którzy byli dzisiaj na zmianie, nikt nie był dostępny. A to L4 albo urlop albo opieka na żądanie lub na dziecko. Ścisnęłam skrzydełka nosa chcąc coś szybko wymyślić. Nagle doznałam olśnienia:

- Ja ją zastąpię! Tylko pokarz mi co i jak!

- Serio? Mogłabyś?

- Tak! I tak prawie skończyłam, więc nie ma problemu.

Grzegorz rozradowany rzucił mi się na szyję, dziękując chyba co najmniej ze sto razy. Już po chwili wiedziałam co i jak i latałam to z zamówieniami to z talerzami wypełnionymi pysznie pachnącymi daniami.

Po godzinie 15 skończyłam swoją zmianę i udałam się w drogę powrotną. Szybki prysznic w mieszkaniu i makijaż. Potem do "Loveholica" aby nadziani faceci rzucali we mnie pieniędzmi za pokaz umiejętności tanecznych na rurze. Na jedno mi to schlebiało, bo "Hej! Jestem atrakcyjną kobietą i mężczyźni za mną szaleją!", ale z drugiej strony jednak czułam pewien niesmak, bo przecież w pewnym sensie oni zdradzali swoje kobiety i wydaja ich ciężko zarobione pieniądze by popatrzeć jak jakieś dziewczyny prężą się przed nimi by uciułać trochę grosza bądź też okraść ich w najgorszym przypadku.

Niestety, ale takie tutaj były priorytety. Plułam sobie w twarz, że postanowiłam się podjąć tej pracy, ale wtedy całość jednej wypłaty mogłam spokojnie przelać na konto mamy i nie musiałam się martwić, że przepije to ojciec i nie będą mieli co włożyć do garnka.

" A teraz przed państwem: Jedyna i niepowtarzalna! Kochana przez wszystkich mężczyzn na świcie! Niezastąpiona i niesamowicie pociągająca: DIABLA! (z hiszp. Diablica) - Seksowna Królowa Nocy!"

Usłyszawszy wstęp, weszłam na scenę i ustawiłam się w gotowości, a gdy tylko rozpoznałam takty "Don't be so shy" , zaczęłam kołysać biodrami. Odwróciłam się w stronę widowni, a mój wzrok spoczął na przystojnym brunecie. Przygryzłam dolną wargę, ale nie odwróciłam wzroku. Trzymaliśmy kontakt do końca utworu, a po gromkich oklaskach, wróciłam do przebieralni. Przebrałam się w swoje normalne ubrania i zmierzałam w kierunku wyjścia. Czekał tam na mnie wspomniany wcześniej brunet.

Zapewne gdybym go nie spotkała, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej...

___________________________________
Cześć Wam! :D
Że zwrócicie uwagę na to opowiadanie xD
Za nami prolog.... Mam nadzieję, że się podobał ;)
Pozdrawiam ♥
Hachiko





Bohaterowie i powitanie!

Cześć Misiaki! :D

Chyba nie muszę się przedstawiać, ale zrobię to dla pewności. W blogowym świecie wołają na mnie Hachiko ^^  Zapewne znacie mnie z opowiadań o Andrzeju Wronie i Aleksandarze Atanasijevicu oraz Wojtku Włodarczyku. Mam nadzieję, że i ta historia przypadnie wam do gustu!

A teraz przejdźmy do bohaterów :



Kaja Milewska ur. 12.03.1993 
lat 22
Szanowana kierowniczka bełchatowskiego hotelu, wieczorami zmieniająca się w seksowną "Diablę" w renomowanym klubie nocnym.

"Wciąż wyraźnie czuję twój zapach
Otacza me kostki niczym łańcuch
Jestem więźniem twego snu
Wspomnienia wybuchają jak fajerwerki w każdym zakamarku
mojego serca i rozchodzą się jak dym.
Moje serce desperacko szuka twojego oddechu
Czuję jak się rozpada,
Krzyczę,
Mam wrażenie, że za chwilę obróci się w pył
Więc wyciągam ramiona w rozciągającą się przede mną pustkę
W tej pokrytej czernią i błękitem zorzy,
Rozbrzmiewa senny i nieznany głos"




Facundo Conte ur.25.08.1989
lat 26
Argentyński reprezentant w siatkówce mężczyzn, który na co dzień gra w barwach PGE SKRY Bełchatów. Playboy, który złamał serce niejednej kobiecie.

"Zdecydowałem się do ciebie zadzwonić, 
Tylko jeden pocałunek, to wszystko
Czy to twoje szczęście czy pech, 
Że spotkałaś takiego faceta jak ja
Będzie jak rozdroże,
Jak whiskey, którą przez pomyłkę wypiłaś
Rozgrzeję cię,
Bardziej cię podniecę
Jestem zły,
lubię robić to czego mi zabraniasz
Jak powiedziałem, główna gra nawet się nie zaczęła.
Nawet bardziej,
Baw się ze mną w przyciąganie i odpychanie.
Jestem pewny, że wygram!"

Oraz:


Drużyna PGE Skry Bełchatów