sobota, 15 lipca 2017

#Diez: Don't touch

*N*

- Ty zdecydowanie jesteś chorym pojebem - westchnąłem głośno i spoglądałem na planszę do gry w Eurobussines i zastanawiałem się które z miast kupić - Przecież nie traktujesz jej z należytym szacunkiem, więc uwierz mi stary, ale nie zdziwię się jak ona poda cię do Genewy i tyle z tego będziesz miał.

- Nicuś, kochanie - Facundo oparł się bezsilnie o oparcie fotela i pomasował dłonią swój czerwony od zadrapania, przez paznokcie dziewczyny, policzek - przecież doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, że uwielbiam dostawać to co chcę. A chcę ją. Nie wiem na ile, tak szczerze powiedziawszy. Może przelecę ją raz, dwa, a może dwadzieścia? Nie mam zielonego pojęcia.

- Jesteś zjebany - wstałem gwałtownie od stołu nawet nie chcąc dokończyć gry - ale wiesz co? Nie zdziwię się jak się w niej zakochasz, a ona będzie mieć cię w dupie. Nawet razem z nią pójdę na komendę i poproszę o nakaz zbliżania się do niej.

To powiedziawszy, wymaszerowałem dumnym krokiem z salonu, a następnie z naszego mieszkania, trzaskając za sobą drzwiami. Ok, może ja nie byłem święty. I po alkoholu omal nie doprowadziłem do tragedii, ale nie pozwolę aby taki bufon, który niestety jest moim najlepszym przyjacielem, pozwalał sobie na zbyt wiele i robił z tą dziewczyną co chciał! A nuż miała ku temu jakiś powód? No nie wiem... Jej przyjaciółka zginęła w wypadku i osierociła dwójkę dzieci, którymi musiała się zająć? Albo ma inne problemy, z którymi musi się zmierzyć? A ten debil tylko dolewa oliwy do ognia!

Cały nabuzowany opuściłem klatkę schodową i ruszyłem prosto przed siebie. Zupełnie nie mogłem pojąć zachowania przyjmującego. Czego mu w końcu brakuje? Miał na każde jego skinienie pęczek chętnych dziewczyn, a on uczepił się takiej jednej i niepozornej. Tej, która nikomu nie wadzi! A na dodatek jest zmuszona z nim do współpracy! No przecież tak być nie może!

Dlatego też od razu skierowałem się do hali Energia, a stamtąd - oczywiście po uzyskaniu informacji odnośnie - do hotelu, gdzie pracowała... Kaja. O ile dobrze pamiętam, ale nie mogłem być w stu procentach pewnym. Jak oszalały biegłem ile sił w nogach, aż w końcu zatrzymałem się w lobby. Skinąłem na powitanie atrakcyjnej blondynce i po krótkiej rozmowie, byłem właśnie w drodze do gabinetu Pani Kierownik.

Jednak cały plan spalił na panewce, gdy przede mną wyrósł pewien osobnik i po posłaniu mi ciepłego i sympatycznego uśmiechu, złapał mnie za rękę i pociągnął w tylko sobie znanym kierunku.

- No co pan robi? - pisnąłem niemęsko, nie spodziewając się czegoś takiego - Proszę mnie puścić! Nie życzę sobie aby mnie pan dotykał!

- Jakoś ostatnio mój dotyk ci nie przeszkadzał, a nawet prosiłem o więcej - obcy osobnik zaśmiał się perliście, a ja doznałem olśnienia.

O rzesz kurwa jego mać.

***
Tu powinna być litania na przeprosiny, ale byłaby dłuższa niż rozdział.

Także ten...

Buziaki i do zobaczenia <3

Hachiko


sobota, 6 maja 2017

#Nueve: You're... ASSHOLE

*K*

Z przerażeniem w oczach spoglądałam po ścianach mieszkania należącego do Argentyńczyka i gdyby nie zaistniała sytuacja, to z pewnością zaczęłabym się zachwycać estetyką tutaj panującą. Grafit ścian bardzo ładnie komponował się z dębowym parkietem. Mój wzrok jednak na dłużej skupił się na niewielkiej komódce stojącej przy ścianie obok wejścia na balkon, na której znajdowała się biała, ceramiczna doniczka, a w niej tego samego koloru storczyk, którego urody nie powstydziłby się żaden ogrodnik.

Nie, Kaja. Stop! Jesteś w mieszkaniu swojego "wroga".  Nie możesz zachwycać się jego zmysłem do urządzania wnętrz...

- Na co czekasz? - z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjmującego - Wyskakuj z ciuszków. Chcę cię zobaczyć w tym wdzianku. Wiesz jak trudno było je zdobyć?

- Z twoją opinią Casanova'y to raczej nie było ci ciężko - sarknęłam i obrzuciłam go morderczym spojrzeniem.

I właśnie w tej chwili marzyłam o tym żeby mieć laser w oczach jak SuperMan albo ten taki fajny pierścionek jak Zielona Latarnia, bo przynajmniej mogłabym się jakoś obronić przed tym zboczeńcem, który w tej chwili złapał oba moje nadgarstki w swoją wielką łapę. W sumie... Takimi tymi fajnymi nietoperzami od Batmana też bym nie pogardziła...

- Słuchaj no gwiazdeczko - przysięgam wam, że od jego lodowatego tonu to aż zrobiło mi się zimno - albo sama się w to przebierzesz albo ja to zrobię. I nie fikaj mi tu, bo mam na ciebie haka. Jak myślisz? Czy twój szef będzie dumny z tego, że jego najlepsza pracownica na tak odpowiedzialnym stanowisku dorabia sobie jako tancerka w klubie dla starych zboków?

- Ty jakoś tam byłeś, a z tego co mi wiadomo to nie jesteś aż taki stary. Chyba, że tak naprawdę jesteś jakimś dziadkiem po siedemdziesiątce, ale dzięki operacji plastycznej wyglądasz jak nowo narodzony, hm?

Na nic jednak zdało się moje głupie dogadywanie, a tym bardziej próba wyszarpania się z jego uścisku, który po tym komentarzu stał się jeszcze silniejszy.

- Jeszcze coś? Bo przyznam, że nudzi mnie już ta twoja bojowa postawa...

Dobra. Teraz albo nigdy!

- Tak. Jesteś dupkiem.

~*~

*F*

Ta mała coraz bardziej zaczynała działać mi na nerwy. To ja tu się staram jakoś kulturalnie, bez awantur zorganizować nam przyjemny układ, a ta się jeszcze miota jak chiuaua z wścieklizną. Co prawda nie jestem pewien czy to co akurat mam na myśli jest dozwolone w świetle prawa, ale... Kto by się tym teraz przejmował?

Ważne jest to, co jest tu i teraz.

A aktualnie przede mną stoi moja nowa zabaweczka, której nie mam zamiaru tak łatwo puścić. Nie bez zabawy. Tylko od czego by tu zacząć?

Pominę jednak fakt, że jej wyzwiska jak i chęć ucieczki na swój sposób mnie nakręcały. Od zawsze kochałem rywalizację i walkę o swoje, a tu mam do czynienia z czymś takim.

No to skoro nie chce po dobroci, to...

- No to zabawimy się bez zbędnej odzieży. Na dodatek ty wyskakujesz jeszcze z bielizny...

~*~

Nah... Ja i moja systematyczność. Błagam zabijcie mnie za to, że kazałam Wam tyle czekać. Oczywiście, jeżeli nadal tu jesteście.

Bardzo przepraszam za tak długa nieobecność, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Jednakże mam zamiar wziąć się w karby, także no... Fighting czy jakoś tak :")

Hachiko




wtorek, 27 grudnia 2016

#Ocho: Pants

*K*

Jak zaczarowana obserwowałam zmieniające się wskazówki w zegarze, który wisiał centralnie naprzeciwko mojego biurka. Do mojego spotkania z Argentyńczykiem zostało zaledwie pół godziny, a moje mięśnie coraz bardziej się spinały. Nie mogłam już wysiedzieć na miejscu. Jeszcze chwila, a jestem pewna, że najprawdopodobniej z tego całego strasu rzuciłabym się pod najbliżej przejeżdżający tramwaj!

Kaja, keep calm. Przecież nic złego się nie stanie, prawda?

Oczywiście, że nie! Bo co mogło się uroić w jego chorej głowie?

Dosłownie wszystko...

~*~

Z duszą na ramieniu opuściła budynek hotelu, i wcześniej zahaczając o mieszkanie aby móc się przebrać, pokierowałam swoje kroki na halę Energia. Niepewnie weszłam do środka, by już po chwili stanąć za bandami odgradzającymi boisko od trybun i móc zacząć obserwować jak ekipa Skrzatów sobie radzi. Mój wzrok jednak lądował tylko na jednej sylwetce, która pomimo "przyjaznego" usposobienia wywoływała na moim ciele niekontrolowane dreszcze.

Bałam się go?

To chyba oczywiste. Facundo, to wilk w owczej skórze. I szczerze powiedziawszy nie rozumiem co dziewczyny w nim widzą. Przecież to cham i prostak - ładnie mówiąc, bo kobiecie kląć nie wypada.

- Kaja, Kochanie! Przyszłaś! - zawodnik z numerem siódmym na koszulce przerwał moje rozmyślania.

Zaraz, zaraz... KOCHANIE?!

Stałam tam oniemiała, jak słup soli, jakbym zobaczyła ducha - wybierzcie sobie jedno.

Po prostu nie mogłam się otrząsnąć z szoku wywołanego tym stwierdzeniem, a Conte z każdym krokiem był coraz bliżej mnie.  W końcu gdy raczył do mnie podbiec, zamknął mnie w uścisku.

W co on pogrywa?

- Chłopaki, to moja dziewczyna, Kaja - uradowany skinął na mnie głową, a jego koledzy z drużyny przywitali się ze mną tak, jak kultura nakazała.

Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o sobie, bo posłałam im tylko niemrawy uśmiech, zaraz uciekając wzrokiem na własne buty. Swoją droga pasowałaby je wyczyścić.

- Kajuś - błagam nie mów do mnie - Poczekaj proszę na mnie przed halą, zaraz do ciebie przyjdę - Proszę Państwa! FACUNDO CONTE MNIE O COŚ POPROSIŁ I NIE POSTAWIŁ MI PRZY TYM ULTIMATUM! CZYŻBY MIAŁ GORĄCZKĘ?

~*~

Od dwudziestu minut czekałam na tego przychlasta i mogłam śmiało stwierdzić, że gdybym tylko zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę, to sąd podczas wydawania wyroku byłby po mojej stronie. Chociaż pozwanie go o nachodzenie i przymuszanie do swojej woli też było ciekawym pomysłem. I to bardzo.

Nagle zza rogu wyłoniła się sylwetka Facundo, który gdy tylko stanął na przeciw mnie i wręczył małej wielkości torebkę z prezentem, który natychmiast kazał otworzyć.

Niechętnie to zrobiłam, a moim oczom ukazała się... Bielizna. I to nie byle jaka... BIELIZNA EROTYCZNA!

Posłałam mu pytające spojrzenie, a ten tylko uśmiechnął się do mnie i powiedział:

- Nie obchodzi mnie czy ci się to podoba czy nie, ale idziemy do mnie. TERAZ

Pomocy?

~*~
Suprise! FF żyje, mam nadzieję, że ktoś za mną tęsknił ^^ *Sugerowanie*
Przepraszam za nieobecność, ale złożyło się na nią dużo czynników, m.in pisałam pracę naukową na polski. Dlatego proszę was o trzymanie za mnie kciuki! <3

No i co tam u was? Wszystko w porządku? Odżywiacie się prawidłowo i ubieracie się ciepło?
Mam nadzieję ^^

Do zobaczenia w kolejnym rozdziale! Całusy!

Hachiko


sobota, 5 listopada 2016

#Siete: You're my trouble

*F*

Widząc spanikowaną minę dziewczyny, wiedziałem już, że trafiłem w sedno. Jednak zamiast ją jakoś zrugać za pracę w takim miejscu, to jednak zachowałem się jak prawdziwy mężczyzna i zdzieliłem mojego towarzysza po głowie.

- Na co ty jeszcze czekasz? Na oklaski? Wypadałoby przeprosić, nie uważasz?

Naburmuszony Nico, który teraz wyglądał jak kot załatwiający się na pustyni, odwarknął coś w moim kierunku i wystąpił na przód. Upadł na kolana i płaczliwym tonem zaczął błagać o wybaczenie, czego tak szczerze mówiąc się nie spodziewałem.

A co dopiero Kaja.

Swoją drogą. Mam już plan. Szatańsko dobry plan. Nie ma bata aby się nie zgodziła.

~*~ 

Dzisiejszego ranka wstałem rześki i wypoczęty mając świadomość, że dzisiaj zmieni się moje życie. I nie tylko moje. Ale mam nadzieję, że na lepsze...

Ubrany w swoje najlepsze ubrania, chociaż twierdzę, że moje ubrania zawsze są najlepsze, stanąłem przed wejściem do hotelu. Odetchnąłem kilka razy, by już po chwili móc pchnąć mosiężne drzwi i znaleźć się w lobby. Witając się z blondynką za kontuarem, spytałem się czy pani kierownik ma jakieś ważne spotkania, a gdy usłyszałem satysfakcjonująca mnie odpowiedź niemal od razu skierowałem się pod drzwi jej gabinetu.

Nie fatygowałem się ze zbędnymi kulturalnymi zachowaniami i jak gdyby nigdy nic wkroczyłem do pomieszczenia. Widząc zdezorientowaną minę brunetki omal nie wybuchnąłem śmiechem.

- Dzień dobry. Ma Pan jakiś problem? W czym mogę pomóc? - cóż za formalność.

- Kochana, moim jedynym problemem jesteś ty, a żeby go rozwiązać musisz przyjść na halę po wieczornym treningu.

- A jeżeli się nie zgodzę?

- To Pani szef dostanie bardzo ciekawe pismo z prośbą o Pani degradację. To jak?

- Nie ośmieli się Pan!

- Czyżby?

Na przypieczętowanie tej obietnicy, pokonałem dzielącą nas odległość i bez skrupułów musnąłem jej usta.

Jej zarumieniona, a jednocześnie zdenerwowana i zaskoczona mina chyba stanie się moją ulubioną. Nie oczekując jednak żadnej odpowiedzi, opuściłem jej gabinet, a następnie hotel.

*K*

Jak on śmie?! Jakim prawem?! Nie dość, że nachodzi mnie w pracy, to jeszcze ma czelność mi grozić zwolnieniem! Czy on wstydu nie ma?!

I jeszcze to co zrobił później. Czy on na głowę upadł?!

Dobra Kaja, spokojnie. Pójdziesz tam na ta halę i wszystko mu wyjaśnisz. A jak nie da ci spokoju, to jeszcze jest policja, prawda?

Prawda.

Spojrzałam roztrzęsiona na zegarek. Mam jeszcze trochę czasu do tej konfrontacji. Jednak na sam początek musiałam się uspokoić.

- Agatko? Błagam, zrób mi melisę...

~*~
Błagam, nie bijcie - to chyba będzie moje ulubione powiedzenie >.> 
Mam nadzieję, że nie zawiodłam. A jeżeli tak... To przepraszam.
Postaram się bardziej, ale to jak ogarnę swoją naukę... Bo moi nauczyciele wprost mnie kochają x'D
Kocham mocniutko <3
Hachiko


niedziela, 16 października 2016

#Seis: Lady Marmalade

*F*

Niechętnie przystanąłem na przeciwko wejścia do klubu, obok Nicoloasa, którego chcąc czy też nie, ale musiałem pilnować aby przeprosił jak należy tamtą dziewczynę. Lepiej dmuchać na zimne, bo jak znam tego tchórza to z pewnością znowu by nawiał albo już do końca by się skompromitował.

No, ale cóż... Nie każdy jest takim ideałem jak ja...

Mozolnym krokiem wkroczyłem za przyjacielem do lokalu i zająłem z nim miejsca na przeciwko sceny. Mam tylko cichą nadzieję, ta dziewczyna jeszcze tu pracuje i Uriarte załatwi to tak jak trzeba i nie będę musiał go potem zabijać za wyciągnięcie mnie z domu, w którym obmyślałem jak poderwać Panią Milewską...

Czekałem cierpliwie aż ta cała maskarada dobiegnie końca kiedy mój wzrok przyciągnęła grupka dziewcząt znajdująca się na scenie. Jednak szczególnie zainteresowała mnie pewna brunetka, która wydawała mi się dziwnie znajoma. Przypominała mi kogoś, ale za Chiny Ludowe nie mogłem sobie przypomnieć kogo.

Dziwne...

*K*

Zaprzestałam tańczyć i z paniką wymalowaną na twarzy obserwowałam tak dobrze mi znanych dwóch mężczyzn. Facundo... I ten gość... O nie...

Czułam na sobie ich wzrok i szczerze powiedziawszy - jedyne o czym myślałam w tej chwili to, to aby uciec. Jak najdalej. Byleby od nich. 

Już zrywałam się do biegu, ale widząc spojrzenie Marioli typu "Tylko, kurwa, spróbuj" zreflektowałam się i wróciłam do tańca.

To będzie długi wieczór...

~*~

W czasie, którego nie powstydziłby się nawet Olimpijczyk  z biegów, dopadłam do swoich rzeczy i przebrałam się w trybie natychmiastowym. Pożegnałam się jeszcze z dziewczynami i wybiegłam z lokalu tylnymi drzwiami. Więc jakie było moje zdziwienie, gdy ujrzałam przed sobą mojego wcześniejszego oprawcę.

Starałam się przejść niezauważona, ale moje szczęście dało o sobie znać właśnie w tej chwili...

- Przepraszam - złapał mnie za nadgarstek, chcąc mnie zatrzymać - Możemy chwile porozmawiać?

- O czym ty chcesz rozmawiać? - warknęłam w jego kierunku, wyrywając tym samym swoją rękę z jego uścisku - Wyrzuty sumienia cię dopadły?

Mierzyłam tego jegomościa spojrzeniem dopóki nie stanął przy nim jego kumpel, a moja zmora...

- Kaja? - Argentyńczyk przyglądał mi się badawczo - To ty?

Shit! Dlaczego teraz musiało się wszystko spieprzyć?!

____________________________

Hi! Błagam nie bijcie! Przepraszam z atak długa nieobecność, na którą niestety nie miałam wpływu. Mój sprzęt nawalił, a w międzyczasie koczowałam w Dublinie i pisanie niestety nie było priorytetem podczas pobytu tam. Wybaczcie! -||- 

Jak wam mija 2 miesiąc szkoły? Uczcie się pilnie! Czy coś~~

Mam nadzieję, że ktokolwiek to jeszcze czyta! Obiecuję poprawę, i postaram się wrzucac posty na bieżąco. Przepraszam, że ten rozdział to po prostu szambo, dno i co tam jeszcze, ale jest niezbędny do dalszej akcji! 

Kocham was very much <3

Hachiko

sobota, 13 sierpnia 2016

#Cinco: Peter Pan

*F*

Po rozmowie z Panią Milewską, spacerkiem wróciłem do mieszkania. I jak wielkie moje zdziwienie było, gdy nadal nie spostrzegłem w nim Nicolasa. Gdzie ten patafian się podziewa?! Jeżeli myśli, że będę go kryć w nieskończoność, to grubo się myli! Mam ciekawsze rzeczy do roboty, niż pilnowanie tego wyrośniętego dziecka! Jakie? No na przykład takie, jak poderwanie atrakcyjnej kierowniczki pewnego hotelu. Tak, dokładnie. Chodzi mi o Kaję, a już niedługo moją nową "zdobycz". 

No bo chyba nie sadziła, że ja taki grzeczny i ułożony jestem przez całe życie. Przecież ja tu latynosem jestem! Nooo... Prawie, ale to jest najmniej ważne w tym momencie. Jestem argentyńskim ogierem, więc strzeż się o Pani, bowiem już niedługo poznasz czym jest prawdziwa namiętność w wykonaniu niejakiego FACUNDO CONTE!

No, ale nie o tym teraz. Gdzie do cholery jest ten idiota? Muszę z nim poważnie porozmawiać, bo jak ta dziewczyna zgłosiła go za próbę gwałtu to umarł w butach. A ja nie mam zamiaru go z kicia wyciągać! Co to to nie! 

Jak na zawołanie drzwi od mieszkania otworzyły się, by po chwili wydać z siebie donośne trzaśnięcie. No ma gość szczęście. Lepiej późno niż wcale. Jednak nie doczekałem się jak na razie konfrontacji z moim współlokatorem. Oczywiście "Pan pedantyczny" musiał się najpierw wykąpać. No w sumie to ja się nie dziwę. Niech zmyje z siebie odór alkoholu, bo chyba sam bym go wrzucił do wanny podczas naszej rozmowy.

Dopiero po upływie jakiegoś czasu mój przyjaciel zawitał w skromne progi naszego salonu, a widząc mnie z mina typu "będzie wpierdol, stary", chciał stąd jak najszybciej uciec. Oj nie ma tak dobrze, kochaniutki...

- Nicolas, pozwól na momencik - mój surowy ton sprawił, że odwrócił się z paniką wymalowaną na zmasakrowanej twarzy.

Brunet usiadł w fotelu naprzeciwko mnie i spuścił głowę w oczekiwaniu na reprymendę, jak nieusłuchany szczeniak. 

- Czy możesz mi łaskawie powiedzieć - zacząłem najspokojniej jak umiem - CO CI WCZORAJ STRZELIŁO DO TEGO DURNEGO ŁBA, ŻE PRAWIE ZGWAŁCIŁEŚ BOGU DUCHA WINNĄ DZIEWCZYNĘ, A POTEM SPIERDOLIŁEŚ JAK KRÓLIK PO KOKSIE?!

I na tym moja cierpliwość i umiejętność empatii się kończy niestety, ale mam nadzieję, że coś do niego dotarło i żałuje za grzechy. Co prawda księdzem nie jestem, bo nie czarujmy się, ale uroki kobiecego ciała kuszą mnie i to nawet bardzo, więc to nie ja powinienem zadawać mu pokutę. Jednak ktoś na ziemię musiał go sprowadzić.

- Mam nadzieję, że żałujesz tego co zrobiłeś i módl się, aby nie złożyła na ciebie doniesienia, bo inaczej jesteśmy w czarnej dupie. MIMO WSZYSTKO, MASZ JĄ PRZEPROSIĆ! ROZUMIEMY SIĘ?

- Ale, że ja? - do moich uszu dotarł ledwo słyszalny szept. On to tak na serio, czy tylko zgrywa debila?

- Nie, kurwa. Piotruś Pan!

Nico zrezygnowany jeszcze bardziej niż do tej pory, podniósł się z fotela i nadal z spuszczona głową udał się do swojej sypialni, zapewne aby wszystko przemyśleć. Mądry chłopiec. Dobrze go wyszkoliłem. Jestem z siebie dumny!

Wreszcie mogłem pogrążyć się w planach jak zdobyć śliczną brunetkę. Już niedługo, kochanie. Już niedługo będziesz moja...

*K*

- Ale jesteś pewna? Przecież ona go zmiażdży jak kapitalista psa! - stwierdziła rozbawiona Mariola na widok naszego choreografa, próbującego nieudolnie poderwać córkę właściciela lokalu.

- Na bank! Przecież widać, że ich do siebie ciągnie! Po prostu Wiktoria chce mu w ten sposób pokazać, aby się bardziej postarał, bo sorry, ale podryw "Ej mała, bolało jak spadałaś z nieba?" albo "Twój ojciec musiał być saperem, bo jesteś bombowa" to kompletne dno.

- No, to fakt. Przynajmniej dobrze, że znalazł kogoś do kogo podbija, bo tak skrycie myślałam, że jest gejem.

Tym razem to ja się zaśmiałam. W sumie to bym się nie zdziwiła, bo na takiego to Mati wygląda. Jednak bądź co bądź, kibicuję mu! Niezależnie czy z kobietą czy z mężczyzną.

- O nie! Ten nic nie umiejący patałach tu idzie - Boże jak my tu sobie nawzajem słodzimy.

- Kto jest niby nic nie umiejącym patałachem? - Nagle jak spod ziemi wyrósł przed nami nasz choreograf.

- Ty i ten fryz spod garnka - blondynka nadal kontynuowała ta ambitna wymianę zdań, a ja pokładałam się ze śmiechu na parkiecie.

- Milcz jak do mnie mówisz! Inaczej zostaniesz na dodatkową sesję tylko we dwoje!

- O Tak! Jak ja to przeżyję! Zaraz zemdleję! Kaja ratuj! Sam na sam z tobą! Nawet nie wiesz, ale to moje odwieczne marzenie odkąd tu pracuję!

- To śnij aż do śmierci!

Gdy oboje skończyli sobie dogryzać, a ja już wyszorowałam podłogę swoimi ubraniami, otarłam łzy spływające po moich policzkach i wróciłam z Mariolą do ćwiczeń.

~*~*~

Wdech. Wydech. Kaja dasz radę! Tyle trenowałaś z dziewczynami, więc nie pękaj. To tylko kilka układów!

Pośpiesznie wyszłyśmy na scenę, a światła powoli się zapalały, oświetlając każdą z nas z osobna. Odwróciłam wzrok w stronę publiczności i zamarłam. Stał tu. On. I patrzył centralnie na mnie.

Nosz kurwa...

~*~*~*~

HI!HEY!HELLO!
Kto za mną tęsknił? Nikt? Ok. idę się pociąć żelkami :c
Bo ja za wami bardzo! ♥
Soł... Mam pewien pomysł aby coś tu namieszać. Mam nadzieję, że mnie za to nie zabijecie ♥
Kocham was ♥


piątek, 15 lipca 2016

#Cuatro:Judgement

*N*

Uniosłem ociężałe powieki i rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym obecnie się znajdowałem. To nie był mój pokój... Tylko co ja tu robię? Gwałtownie podniosłem się do siadu z wygodnego posłania, chwile po tym sykając z bólu, który przeszył całe, dosłownie, moje ciało.

- O! Księciunio raczył się obudzić - usłyszałem czyjś głos tuz obok łóżka. Odwróciłem głowę w tamtym kierunku i pisnąłem jak mała dziewczynka...

Przede mną stał facet. Zupełnie obcy. Na dodatek w samych bokserkach! Nie, to nie może być prawda! Nie, to się nie mogło zdarzyć!

- Przepraszam - zacząłem niemrawo - Ale możesz mi powiedzieć co wczoraj się wydarzyło? I czemu wszystko mnie boli, a zwłaszcza tyłek?

- Serio nic nie pamiętasz?

- Nope...

- To było tak... Znalazłem cię schlanego w trzy dupy, jak nie więcej, tu niedaleko w Pubie. Zasnąłeś na ladzie, a skoro nie wiedziałem gdzie mieszkasz to zgarnąłem cię do siebie. Po drodze zacząłeś się awanturować. Stwierdziłeś, że jestem z policji i chciałem cię wsadzić do więzienia. W końcu wyrwałeś się i zacząłeś biec, co wyglądało dosyć komicznie. Kilka razy wpadłeś w latarnię, raz wpadłeś do kosza na śmieci i nie wiem co ci odwaliło, ale stwierdziłeś, że jesteś Jęczącą Martą i postanowiłeś przejść prze ścianę....

Byłem niemal pewny, że moje oczy przypominają teraz dwie monety o nominale 5 zloty. Boże, co mi odwaliło? Jaki wstyd...

Podniosłem się powoli i z ulgą stwierdziłem, że mam na sobie ubrania z wczoraj. Przeciągnąłem się w miarę możliwości, mojego obolałego cielska i wyminąłem gospodarza.

- Dziękuję ci bardzo, jak masz na imię?

- Krystian...

- No więc właśnie. Dziękuję ci bardzo za pomoc i wybacz, że poznaliśmy się w takiej, a nie innej sytuacji. Przepraszam, ale będę się zbierał...

Jak torpeda wybiegłem z jego mieszkania, niestety trzaskając za sobą drzwiami. Co on musiał sobie pomyśleć? Uff... Całe szczęście, że już więcej go nie spotkam. Nie zniósłbym kolejnej kompromitacji.

~*~

Wróciłem do domu i od razu pokierowałem się do łazienki. Rozebrałem się i od razu wskoczyłem pod prysznic. Wsmarowałem miętowy żel w skórę, który relaksująco ją schłodził. Musiałem przemyśleć kilka sprawa, a w końcu łazienka jest miejscem ogólnych refleksji, prawda?

Starałem sobie przypomnieć wydarzenia z poprzedniego wieczora. Ze smutkiem stwierdziłem, że akcja z ta tancerką wydarzyła się na prawdę. Boże, a co jeżeli zgłosiła mnie na policję? Wtedy moja siatkarska kariera pójdzie się kochać!

Wyszedłem z kabiny, pośpiesznie się wycierając. Dopiero stojąc w samej bieliźnie przed lustrem, zorientowałem się, że na mojej twarzy widnieje piękny, soczyście fioletowy siniak. No ładnie oberwałem... To ja się w ogóle biłem? Chwila... A nie. Dostałem jedynie po mordzie od boja tej dziewczyny. Cóż... Zasłużyłem.

Ubrany, wyszedłem z łazienki. Wszedłem mozolnym krokiem do salonu,a widząc tam Facundo momentalnie się spiąłem. Już miałem uciec do swojego pokoju, gdy usłyszałem lodowaty ton mojego najlepszego przyjaciela.

- Nico, pozwól tu na chwilę...

Coś czarno to widzę. Mamo, ratuj!

_____________________________
Cześć Misiaki! Jak wam mijają wakacje? 
Przepraszam, za tak długą nieobecność, ale miałam nieplanowany wyjazd...
Mianhe! ♥
No i teraz najważniejsze pytanie: Jakie są wasze odczucia co do rozdziału?
Całusy :*
Hachiko


wtorek, 28 czerwca 2016

#Tres:Meet

*F*

Wróciłem do mieszkania i od razu skierowałem swoje kroki do sypialni swojego najlepszego przyjaciela mając nikłą nadzieję, że go tam zastanę. Pudło. Nico, ty mendo, gdzieś ty wybył? Nawet na dzisiejszym treningu cię nie było... Co prawda ten trening jako tako treningiem nie był, ale trzeba było się wstawić na hali, a ten co? Wagary sobie zrobił...

Wszedłem powoli do salonu i rzuciłem swoje wielkie cielsko na kanapę. Wyciągnąłem telefon z kieszeni swoich jeansów i wszedłem w kontakty. Wybrałem numer do tego idioty, ale nawet nie raczył odebrać. Jak tak dalej pójdzie to będę zmuszony pójść na policję i zgłosić jego zaginięcie. Co prawda mielibyśmy przez to kłopoty u Piechockiego, ale... Kiedyś by mu przeszło... Kiedyś. Chyba...

Zamknąłem oczy i oddałem się przemyśleniom. "Czy aby na pewno jest bezpieczna?" Co prawda nie widziałem jej twarzy i co jak co gdybym nawet spotkał ja na ulicy to nie mógłbym się zapytać czy się pozbierała po całej tej akcji. Chwile mojej konsternacji przerwał irytujący dźwięk oznaczający przychodzące połączenie...

- Tak, słucham? - odebrałem w chwili gdy na wyświetlaczu zobaczyłem nazwisko prezesa.

- Facu... Jesteś mi potrzebny... Przyjedź proszę do hotelu "Magnolia", a wszystkiego się dowiesz...

Niechętnie podniosłem się z jakże wygodnego mebla i biorąc z kuchni jabłko wyszedłem z mieszkania, uprzednio je zamykając i skierowałem swoje kroki do hotelu. Wszedłem do ogromnego holu i od razu ruszyłem w stronę lobby.

- Dzień dobry - przywitałem się z blondynką siedzącą w recepcji - Czy wie może Pani gdzie znajdę Pana Piechockiego?

- Do końca tego korytarza, a potem na prawo, pierwsze drzwi. Powinien być w tej chwili u kierowniczki - posłała mi ciepły uśmiech i wróciła do swoich zajęć.

Podziękowałem i po chwili znalazłem się pod wskazanymi drzwiami. Zapukałem cicho i nie czekając na zaproszenie, po prostu wszedłem do środka. Tylko, że Piechockiego wcale tam nie było...

*K*

- A właśnie! Prawie bym zapomniał - Prezydent odwrócił się w moja stronę - Żeby było łatwiej trafić Pani w gust wszystkich zawodników, przyjdzie do Pani jeden z naszych podopiecznych.

- Oczywiście, ma się rozumieć - posłałam mu szeroki uśmiech, a mężczyzna zniknął za drzwiami.

Nie wiem ile czasu czekałam, ale byłam zbyt pochłonięta swoimi sprawami by skojarzyć fakt, że ktoś zapukał do drzwi biura i w tej chwili stał w progu.

- Dzień dobry - usłyszałam i zdezorientowana podniosłam głowę z nad papierów - Miałem się tu wstawić na polecenie Prezesa...

Zamarłam w chwili, w której spojrzałam na jego twarz. To on. Ten, który mnie uratował. Boże! On nie może się dowiedzieć, że mi pomógł! Byłabym skończona!

- Tak, tak... Pan Prezes coś wspominał... Proszę usiąść - zaprosiłam go gestem ręki do środka i przedstawiłam mu cały plan.

Facundo, bo jak się okazało tak się nazywa mój wybawca z tej felernej nocy, po wstępnej rozmowie zgodził się mi pomóc i obiecał trzymać język za zębami, bo jak to stwierdził... Między wierszami zrozumiał, że to przyjęcie niespodzianka...

Zaraz po zmianie w hotelu, popędziłam do clubu. dzisiaj była ostatnia szansa na przećwiczenie nowej choreografii przed występem, więc nawet nie miałam jak wstąpić do domu. Szybko wbiegłam do szatni i krzyknięciu "cześć" do reszty dziewczyn, pospiesznie zaczęłam się przebierać.

Zapowiada się kilka godzin uciążliwego treningu...

___________________________________
Aye~~ Jak tam wakacje moje Misiaki?
Przepraszam za opóźnienie z rozdziałem... Miał być w sobotę, ale KTOŚ (czyt. rodzice xD) pokrzyżował mi plany..,.
Także ten... Mam nadzieję, że się podobał i nie zanudziliście się na śmierć ♥
Całusy, Hachiko ♥






piątek, 17 czerwca 2016

#Dos: Save me

*K*

Chłodny wiatr. Nikłe światło latarni. Oddech śmierdzący alkoholem i te obrzydliwe łapska na moim ciele. Głuchy krzyk, szarpnięcie aż w końcu mocny policzek. Jak przez mgłę pamiętam oddalającego się oprawcę i czyjeś ciepłe ramiona, które starały się uspokoić skołatane nerwy. 

Obudziłam się z krzykiem na ustach. Spanikowana rozejrzałam się po sypialni by zorientować się, że to był sen. Zwykły sen. Chyba koszmar... Zaraz spojrzałam na swoje nadgarstki - sine. Nie miałam już złudzeń. To się zdarzyło na prawdę. Ktoś próbował mnie zgwałcić. I gdyby nie interwencja kolejnej osoby pewnie by do tego doszło.

Otrząsnęłam się z natrętnych myśli i postanowiłam powoli się zbierać do pracy. Szybki prysznic makijaż i wbicie się w tą cholerną, ołówkową spódnicę. Co za idiota wymyślił to cholerstwo zwane "spódnicą"? 

No, ale cóż. Dzisiaj miałam ważne spotkanie, więc pasowałoby jakoś wyglądać. Sam prezydent Bełchatowa chciał ze mną rozmawiać... Toć to zaszczyt mnie kopnął!

Po prowizorycznym śniadaniu wypadłam z mieszkania jak burza, uprzednio je zamykając, pognałam do hotelu.

- Dzień Dobry - przywitałam się z Agatą i zamknęłam się w gabinecie. Musiałam przygotować się mentalnie do tej rozmowy...

- Kaja tu masz kawę - blondynka postawiła przede mną filiżankę wypełnioną brunatną cieczą - Od kiedy lubujesz się w BDSM? - spytała, widząc moje siniaki na rękach.

- Gatka... Ja cię proszę... Do tego najpierw potrzeba faceta, a u mnie bida

~*~

- Oczywiście, to zaszczyt, że wybrał Pan nasz hotel na przyjęcie z okazji zajęcia przez Skrę trzeciego miejsca. Osobiście dopilnuję aby wszystko było dopięte na ostatni guzik - uśmiechnęłam się i uścisnęłam dłoń Panu Piechockiemu.

Pożegnałam prezydenta Bełchatowa a zarazem Prezesa Klubu i zajęłam się przeglądaniem zaległych papierów... Mam nadzieję, że tego typa nie będzie dzisiaj na mojej zmianie...

*F*

Obserwowałem jak mój przyjaciel oddala się chwiejnym krokiem. Czy on na serio myśli, że ta tancerka rzuci mu się w ramiona? Sorry, ale coś tu śmierdzi. I nie jestem to ja! No chyba, że któryś z moich towarzyszy w co wątpię, ale mniejsza...

Przeprosiłem dwóch środkowych i ruszyłem za tym idiotą. Po alkoholu jest nieobliczalny... Zwłaszcza jeżeli zapija smutki. A taki go dzisiaj trafił...

Niczym zawodowy detektyw, śledziłem swojego kumpla, a gdy tylko zobaczyłem co planuje zrobić, stanąłem jak wryty. Dopiero krzyki z ust dziewczyny otrzeźwiły mnie nieco i ruszyłem jej biegiem na pomoc.

Nigdy, ale to nigdy w życiu nie uderzyłbym przyjaciela. Ale ta sytuacja tego wymagała. Przytuliłem drżącą dziewczynę do siebie i wpatrywałem się w oddalającą sylwetkę Nico. Co mu odwaliło do tego pustego łba. Przez myśl by mi nawet nie przeszło, że byłby zdolny do czegoś takiego!

Odprowadziłem ją do domu i zaczekałem aż zniknie za drzwiami... Oj Uriarte... Jutro sobie porozmawiamy....

_______________________________

Tak, wiem. Rozdział nudny, do bani, najlepiej spuścić go w szambie, ale potrzebny do rozkręcenia akcji. WYBACZCIE MI! Za wszystko, długi okres czekania na to COŚ, zmienienie charakteru Nico etc...
Ale i tak was kocham!!!! ♥ ♥ ♥
Mam nadzieję, że wy mnie też ^^
Hachiko

sobota, 4 czerwca 2016

#Uno: You in danger

*N*

-Zakład, że ją zaliczę? - spytałem swoich towarzyszy i w dalszym ciągu lustrowałem, pewną brunetkę, która raczyła nas zmysłowym tańcem.

- Czy ciebie do reszty poświergotało, Uriarte? - zabrał głos Kłos - Ledwo co dziewczyną zerwałeś i już szukasz następnej? Mało ci problemów?

- Warto przypomnieć, że to ONA z nim zerwała, a nie na odwrót - wtrącił się Facundo.

- Facu, ja cię za brata uważam, a ty masz jeszcze czelność wypominać błędy życiowe? A poza tym, Karolu to świergotać może Andrzej...

Wszyscy jak jeden mąż spojrzeliśmy w stronę środkowego, rozmawiającego przy barze z atrakcyjną barmanką. Westchnęliśmy przeciągle. Chociaż jednemu z naszego kwartetu się układa. Karol od dobrego tygodnia chodzi podkurwiony, bo pokłócił się z Olą, Facu wolny strzelec każdego wieczoru zabawia się z inną, Andrzej czeka na ta jedyną, a ja... No właśnie... Ja. Nieudacznik życiowy. Dziewczyna ze mną zerwała i oprócz siatkówki nie pozostało mi już nic... Pora najwyższa to zmienić.

- Dobra Panowie - zacząłem, widząc, że ta kruszyna schodziła ze sceny - Widzimy się na treningu...

Szybko pokierowałem się do wyjścia dla personelu i cierpliwie czekałem. Już po chwili ujrzałem jak owa brunetka powoli się do mnie zbliża. Przystanęła niepewnie w pobliżu i przyjrzała mi się z uwagą, jakby chciała mnie w jakiś sposób ocenić.

- Hej - przedstawiłem się i posłałem jej mój firmowy uśmiech nr.3 od którego miękną kolana - Czy sprawisz mi tą przyjemność i dasz mi się odprowadzić?

Niepewnie skinęła głową i wyszła przed klub. Kroczyliśmy wspólnie bełchatowskimi uliczkami, dopóki nie zatrzymaliśmy się pod jednym z któryś bloków. Znałem tę okolicę... Na sąsiednim osiedlu mieszkała Kinga... Ta, która dzisiaj ze mną zerwała. Krew zawrzała mi w żyłach na te myśl. Co ja jej takiego zrobiłem, że rozstała się ze mną w tak chamski, bo przez sms'a, sposób?

Musiałem odreagować w jakiś sposób. Obserwując jakbym to nie był ja, chwyciłem znajdującą się obok dziewczynę i przyciągnąłem do siebie. Rękoma zjechałem na jej pośladki i mocno zacisnąłem na nich jedną dłoń. Drugą natomiast chwyciłem za jej pasek. Widząc, że się szarpie nie pozostało mi nic innego jak skutecznie ją unieszkodliwić. Sprzedałem jej policzka, na co jedynie zaczęła się jeszcze bardziej wierzgać. Krzyczała o pomoc, a ja nadal chciałem zaspokoić swoje żądze.

Wszystko poszłoby sprawnie gdyby coś, a raczej ktoś, mnie nie powstrzymało. W jednej chwili poczułem jak coś z impetem uderza mnie w twarz, a w drugiej leżałem na brudnym chodniku. Niewiele kontaktując podniosłem się  z klęczek i biegiem ruszyłem przed siebie.

Chwilę potem stałem przed wejściem do jakiegoś baru, do którego wszedłem bez chwili namysłu. Usiadłem przy barze i zamówiłem jakiegoś mocniejszego drinka. Powtórzyłem te czynność jeszcze kilka razy, czując, że w głowie coraz bardziej mi szumi.

- Cześć, mogę się dosiąść? - usłyszałem tuż obok siebie.

Spojrzałem w tamtym kierunku, ale rozmazany obraz utrudniał mi zidnetyfikowanie postaci. Skinąłem ledwo zauważalnie głową i wróciłem spojrzeniem  z powrotem na kolorowa ciecz w moim kieliszku. Osobnik siedzący tuż chyba coś do mnie mówił, ale nie kontaktowałem już... Urwał mi się film...

___________________________
Eloszky ^^ Wróciłam ^^
Tak wiem, ja tez się kocham za tę systematyczność xD
Ale zakończenie roku coraz bliżej, więc obiecuję poprawę ^^
Zdacie? Oczywiście, że tak ♥ Głupie pytanie ♥
Jak wam się podobała 1? Chcecie takie wstawki z Nico, czy raczej mam spasować?
Całusy ;* ♥
Hachiko

wtorek, 23 lutego 2016

#Prólogo

*K*

Pobudka. Praca. Powrót do domu. Znowu praca. Kolejny powrót do domu - ostatnimi czasy tak wygląda moje życie. Dlaczego?- zapytacie. Odpowiedź jest banalnie prosta: PIENIĄDZE! Tylko czy warto ryzykować zdrowie dla marnych 14 centymetrów papieru? Tu odpowiedź jest bardziej skomplikowana. Nie chcę harować jak wół, ale ktoś musi. No i tu ponownie zapytacie" Dlaczego? Czemu nie zrezygnujesz skoro tego nie chcesz? Odpowiedź jest jedna, ale składa się na nią wiele czynników... Niepełnosprawny młodszy brat, przykuty do wózka, ponieważ jakiś idiota nie rozumie, że motocykl trzeba zatrzymać na czerwonym świetle, a nie dociskać gazu i wjechać w niespełna 15-nasto letnie dziecko. Mama w głębokiej depresji po kilku nieudanych próbach samobójczych oraz ojciec pracoholik. No gdyby jeszcze przynosił pieniądze do domu byłoby wszystko w porządku. No ale niestety był czynnym alkoholikiem i 3/4 wypłaty potrafił wydać na czystą albo wino z kartonu.

Tak, wiem. Ten obraz nie wydaje się być w różowych barwach, ale mogę was zapewnić, że nie jest jakoś tragicznie. A przynajmniej kiedy ja jestem u nich w odwiedzinach. Aktualnie mieszkam w Bełchatowie gdzie pracuję na stanowisku kierowniczym w hotelu "Magnolia". Pomimo młodego wieku zostałam doceniona i przyznano mi tak wysoko stanowisko. Sama byłam tym zaskoczona ale jak to się mówi "złapałam Pana Boga za nogi" albo " Skoro życie dało mi cytryny, a ja  zrobiłam z nich lemoniadę" . Tak też było w moim przypadku. Przyjęłam posadę. Odpowiedzialniejszą, bo jak coś zepsują to ja obrywam. Jednakże wypłata jest wyższa i znaczne sumy mogę wysłać do domu na leki mamy oraz rehabilitację Sebastiana. Chociaż na tyle mogłam im się przydać...

Ten dzień zaczął się tak jak wszystkie poprzednie, ale zapamiętam go do końca życia. Tak jak każdego ranka obudziłam się dokładnie o 7;30 i po szybkim śniadaniu i wbiciu się w strój typowo roboczy udałam się spacerkiem w stronę hotelu. Przywitałam się z pracownikami i zasiadłam za biurkiem uprzednio prosząc Agnieszkę - recepcjonistkę, o filiżankę kawy, którą otrzymałam niedługo potem. Przeglądałam właśnie faktury, gdy do mojego skromnego gabinetu wpadł niczym błyskawica Grzegorz - szef kuchni. Spojrzałam na niego pytająco, chcąc ponaglić usprawiedliwienie jego nieobecności w kuchni.

- Kajka - tak na mnie tutaj wołali - Ratuj! Jolka zachorowała i brakuje nam rąk do pracy! Kelnerów nie mamy, no! - żywo gestykulował.

Spojrzałam na grafik. Oprócz Jolki, Krzyśka i Magdy, którzy byli dzisiaj na zmianie, nikt nie był dostępny. A to L4 albo urlop albo opieka na żądanie lub na dziecko. Ścisnęłam skrzydełka nosa chcąc coś szybko wymyślić. Nagle doznałam olśnienia:

- Ja ją zastąpię! Tylko pokarz mi co i jak!

- Serio? Mogłabyś?

- Tak! I tak prawie skończyłam, więc nie ma problemu.

Grzegorz rozradowany rzucił mi się na szyję, dziękując chyba co najmniej ze sto razy. Już po chwili wiedziałam co i jak i latałam to z zamówieniami to z talerzami wypełnionymi pysznie pachnącymi daniami.

Po godzinie 15 skończyłam swoją zmianę i udałam się w drogę powrotną. Szybki prysznic w mieszkaniu i makijaż. Potem do "Loveholica" aby nadziani faceci rzucali we mnie pieniędzmi za pokaz umiejętności tanecznych na rurze. Na jedno mi to schlebiało, bo "Hej! Jestem atrakcyjną kobietą i mężczyźni za mną szaleją!", ale z drugiej strony jednak czułam pewien niesmak, bo przecież w pewnym sensie oni zdradzali swoje kobiety i wydaja ich ciężko zarobione pieniądze by popatrzeć jak jakieś dziewczyny prężą się przed nimi by uciułać trochę grosza bądź też okraść ich w najgorszym przypadku.

Niestety, ale takie tutaj były priorytety. Plułam sobie w twarz, że postanowiłam się podjąć tej pracy, ale wtedy całość jednej wypłaty mogłam spokojnie przelać na konto mamy i nie musiałam się martwić, że przepije to ojciec i nie będą mieli co włożyć do garnka.

" A teraz przed państwem: Jedyna i niepowtarzalna! Kochana przez wszystkich mężczyzn na świcie! Niezastąpiona i niesamowicie pociągająca: DIABLA! (z hiszp. Diablica) - Seksowna Królowa Nocy!"

Usłyszawszy wstęp, weszłam na scenę i ustawiłam się w gotowości, a gdy tylko rozpoznałam takty "Don't be so shy" , zaczęłam kołysać biodrami. Odwróciłam się w stronę widowni, a mój wzrok spoczął na przystojnym brunecie. Przygryzłam dolną wargę, ale nie odwróciłam wzroku. Trzymaliśmy kontakt do końca utworu, a po gromkich oklaskach, wróciłam do przebieralni. Przebrałam się w swoje normalne ubrania i zmierzałam w kierunku wyjścia. Czekał tam na mnie wspomniany wcześniej brunet.

Zapewne gdybym go nie spotkała, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej...

___________________________________
Cześć Wam! :D
Że zwrócicie uwagę na to opowiadanie xD
Za nami prolog.... Mam nadzieję, że się podobał ;)
Pozdrawiam ♥
Hachiko





Bohaterowie i powitanie!

Cześć Misiaki! :D

Chyba nie muszę się przedstawiać, ale zrobię to dla pewności. W blogowym świecie wołają na mnie Hachiko ^^  Zapewne znacie mnie z opowiadań o Andrzeju Wronie i Aleksandarze Atanasijevicu oraz Wojtku Włodarczyku. Mam nadzieję, że i ta historia przypadnie wam do gustu!

A teraz przejdźmy do bohaterów :



Kaja Milewska ur. 12.03.1993 
lat 22
Szanowana kierowniczka bełchatowskiego hotelu, wieczorami zmieniająca się w seksowną "Diablę" w renomowanym klubie nocnym.

"Wciąż wyraźnie czuję twój zapach
Otacza me kostki niczym łańcuch
Jestem więźniem twego snu
Wspomnienia wybuchają jak fajerwerki w każdym zakamarku
mojego serca i rozchodzą się jak dym.
Moje serce desperacko szuka twojego oddechu
Czuję jak się rozpada,
Krzyczę,
Mam wrażenie, że za chwilę obróci się w pył
Więc wyciągam ramiona w rozciągającą się przede mną pustkę
W tej pokrytej czernią i błękitem zorzy,
Rozbrzmiewa senny i nieznany głos"




Facundo Conte ur.25.08.1989
lat 26
Argentyński reprezentant w siatkówce mężczyzn, który na co dzień gra w barwach PGE SKRY Bełchatów. Playboy, który złamał serce niejednej kobiecie.

"Zdecydowałem się do ciebie zadzwonić, 
Tylko jeden pocałunek, to wszystko
Czy to twoje szczęście czy pech, 
Że spotkałaś takiego faceta jak ja
Będzie jak rozdroże,
Jak whiskey, którą przez pomyłkę wypiłaś
Rozgrzeję cię,
Bardziej cię podniecę
Jestem zły,
lubię robić to czego mi zabraniasz
Jak powiedziałem, główna gra nawet się nie zaczęła.
Nawet bardziej,
Baw się ze mną w przyciąganie i odpychanie.
Jestem pewny, że wygram!"

Oraz:


Drużyna PGE Skry Bełchatów